Droga Pienińska to kilkunastokilometrowa trasa wzdłuż Dunajca, która łączy Szczawnicę z Czerwonym Klasztorem po słowackiej stronie. Większość z 9-10 kilometrów prowadzi tuż przy brzegu rzeki, między pionowymi skałami a wodą, po której płyną flisackie tratwy. To jedna z tych tras, gdzie widoki robią robotę – nawet jeśli ktoś nie przepada za rowerem, tutaj znajdzie powód żeby wsiąść na siodełko.
Sama ścieżka to efekt prac rozpoczętych jeszcze w XIX wieku. Józef Szalaj, właściciel Szczawnicy i wizjoner, który chciał rozwinąć kurort, zaczął budować pierwszą część drogi w latach 1870-75. Dalszy odcinek dokończyła krakowska Akademia Umiejętności od 1880 roku. Nie była to prosta robota – w niektórych miejscach trzeba było kuć skały i budować betonowe nasypy odporne na erozję, bo Dunajec wyżarł w wapieniu naprawdę wąskie przejścia.
- zapierające dech w piersiach widoki
- trasa przyjazna dla rowerzystów
- możliwość spotkania flisaków na Dunajcu
- urokliwe miejsce na odpoczynek w Leśnicy
- bogata historia związana z budową drogi
Jak wygląda przejazd trasą wzdłuż Dunajca
Start znajduje się przy przystani flisackiej w Szczawnicy, tam gdzie Grajcarek wpada do Dunajca. W sezonie roi się tu od wypożyczalni rowerów, można też zostawić samochód na parkingu. Od razu widać, że to popularne miejsce – w weekendy i wakacje na trasie jest spory ruch.
Sama droga jest przyjemna. Po polskiej stronie asfalt, po przekroczeniu granicy (co dzieje się płynnie, bez żadnych kontroli) nawierzchnia zmienia się na kamyczki i ubitą drogę. Miejscami pojawia się kostka brukowa. Nie jest to idealna szosa, ale na zwykłym rowerze bez problemu się jedzie.
Profil trasy jest łagodny, choć pojawiają się 2-3 podjazdy. Nic strasznego – część osób po prostu prowadzi wtedy rower i nikt nie robi z tego problemu. Przy przeciętnej kondycji spokojnie da się przejechać całość bez elektrycznego wspomagania. Momentami droga zwęża się, szczególnie gdy z naprzeciwka jedzie grupa rowerzystów albo spaceruje rodzina z dziećmi. Warto uważać i nie pędzić na łeb na szyję.
Co można zobaczyć po drodze
Największą atrakcją są widoki na przełom Dunajca i otaczające go skały. Z jednej strony woda, z drugiej pionowe wapienne ściany, a w tle Trzy Korony. Regularnie mijają tratwy flisackie – można pomachać turystom, którzy spływają dołem. To daje ciekawy kontrast perspektyw na to samo miejsce.
Gdzieś w połowie trasy, przy ujściu Leśnickiego Potoku, widać charakterystyczną skałę Wylizana. Stamtąd odchodzi boczna ścieżka do Leśnicy – jedynej miejscowości całkowicie położonej w środku Pienin. Jeśli ktoś ma czas, warto poświęcić 20-30 minut na ten objazd. We wsi jest restauracja, pensjonaty i schronisko Chata Pieniny.
Tuż na początku, przy Szczawnicy, warto zwrócić uwagę na skałę Kotuńka sterczącą z Dunajca. Stoi na niej figura górala witającego gości. Pierwszą postawiono tam już w 1875 roku, obecna pochodzi z 1997. Według legendy diabeł niósł tę skałę, żeby zrzucić ją na Zamek Pieniński, gdzie chroniła się święta Kinga przed Tatarami. Piejący kogut pozbawił go sił i czort upuścił kamień w wodę.
Droga Pienińska była finansowana przez stronę polską nawet na odcinku węgierskim (bo Słowacja była wtedy częścią Węgier). Pierwsze projekty takiej nietypowej drogi nad przepaścią powstały już w latach 40. XIX wieku, ale na realizację trzeba było czekać kilkadziesiąt lat.
Czerwony Klasztor – co zobaczyć na miejscu
Meta trasy to niewielka miejscowość ze słynnym klasztorem kartuzów, od którego wzięła nazwę. Czerwony dach widać już z daleka. Na miejscu można zwiedzić muzeum w dawnym klasztorze, zjeść coś w lokalnych restauracjach i odpocząć przed powrotem. Słowackie jedzenie i atmosfera to miły bonus po polskiej części wyprawy.
Warto pamiętać, że to Słowacja – obowiązuje tam euro. Jeśli ktoś planuje coś kupić albo zjeść, lepiej mieć przy sobie odpowiednią walutę.
Dla kogo jest ta trasa
Przede wszystkim dla rodzin z dziećmi. Mniejsze dzieci można zabrać na fotelik lub do przyczepki, większe pojadą same. Trasa nie jest wymagająca technicznie ani kondycyjnie. Osoby starsze też sobie poradzą, zwłaszcza jeśli nie będą się spieszyć.
Sprawdzi się też jako spokojny wypad dla par albo grup znajomych, którzy chcą połączyć rower z widokami i nie szukają ekstremalnych wrażeń. Miłośnicy fotografii znajdą tu mnóstwo kadrów – zwłaszcza jesienią, gdy kolory odbijają się w wodzie, albo wczesnym rankiem, gdy na trasie jest jeszcze pusto.
Ile czasu zarezerwować
Sam przejazd w jedną stronę to około godziny, może trochę więcej jeśli ktoś jedzie spokojnie. W obie strony wychodzi jakieś 2-2,5 godziny czystej jazdy. Ale warto doliczyć czas na postoje, zdjęcia, coś do jedzenia w Czerwonym Klasztorze. Realistycznie trzeba zarezerwować pół dnia, a jeśli ktoś chce zwiedzić klasztor i spokojnie posiedzieć nad rzeką – lepiej przeznaczyć cały dzień.
Najlepiej wyruszyć przed godziną 9, żeby uniknąć tłumów. Po tej godzinie robi się naprawdę tłoczno, zwłaszcza w sezonie letnim i w weekendy.
Praktyczne informacje – dojazd, parking, wypożyczalnie
Dojazd do Szczawnicy jest prosty – z Nowego Targu czy Krościenka prowadzi główna droga. W samej Szczawnicy trzeba dojechać do przystani flisackiej, która znajduje się w zachodniej części miejscowości. Tam jest parking i wypożyczalnie rowerów.
Parking w okolicy kosztuje około 12 zł za cały dzień (dane z ostatnich lat mogą się nieznacznie zmieniać). Alternatywnie można zostawić auto w Sromowcach Niżnych, na ulicy Szkolnej przy kościele Narodzenia NMP – to dobra opcja jeśli ktoś woli startować od strony Czerwonego Klasztoru.
Wypożyczalnie rowerów działają zarówno w Szczawnicy przy przystani, jak i w Sromowcach Niżnych koło mostu na Dunajcu. Ceny wynoszą około 7 zł za godzinę. Część wypożyczalni oferuje możliwość wzięcia roweru w jednym miejscu i oddania w drugim – to wygodna opcja dla tych, którzy nie chcą wracać tą samą drogą.
Wstęp na trasę jest bezpłatny – nie ma opłat za wejście do Pienińskiego Parku Narodowego na tym odcinku. To duży plus, bo można spokojnie jeździć tam i z powrotem bez dodatkowych kosztów.
Najlepszy czas na wizytę: Trasa działa przez cały rok, ale najpiękniej jest wiosną i jesienią. Latem bywa gorąco i tłoczno. Jesienne kolory odbijające się w Dunajcu to osobna kategoria widoków. Wczesna wiosna też ma swój urok – mniej ludzi, świeża zieleń, energia budzącej się przyrody.
Można połączyć trasę rowerową ze spływem flisackim – tratwy startują w Sromowcach Niżnych i kończą przy przystani w Szczawnicy. To dobry sposób żeby zobaczyć przełom z dwóch perspektyw: z góry na rowerze i od dołu z tratwy.
Warto mieć przy sobie wodę i coś do przekąszenia, choć po drodze są miejsca gdzie można coś kupić. Słowacka strona oferuje kilka punktów gastronomicznych, ale ceny są w euro. Jeśli ktoś jedzie z małymi dziećmi, przydadzą się przekąski na trasie – dzieciaki lubią robić przerwy częściej niż dorośli.
